Stare powiedzenie głosi, że wszystko jest dla ludzi, alkohol też. Pozwala się wyluzować, poprawia humor i krążenie, w wielu przypadkach dobrze smakuje i na pewno nieźle rozkręca imprezy. W większych ilościach szkodzi oczywiście zdrowiu, ale zachowując umiar można się nim delektować i czerpać przyjemność z lampki czegoś wyskokowego bez szczególnego szwanku na zdrowiu.

Jednak problem w tym, że nie każdy potrafi zachować umiar. Przez to alkohol budzi demony, które często szaleją po mieście, zwłaszcza w godzinach nocnych. I tak oto mamy nocne awantury pod sklepami, spożywanie napojów wyskokowych w miejscach publicznych, załatwianie potrzeb fizjologicznych gdzie popadnie oraz przysypianie na miejskich ławkach i skwerach. Obecne władze samorządowe postanowiły z tym walczyć i w coraz większej ilości gmin wprowadza się nocna prohibicję.

Nocny zakaz sprzedaży alkoholu

Jedne miasta wprowadziły go już jakiś czas temu, inne właśnie to robią, a jeszcze inne analizują ten pomysł oraz jego skutki. A oczekiwane skutki to brak zakłócania ciszy nocnej mieszkańców w pobliżu sklepów z alkoholem, mniejsza przestępczość, większe bezpieczeństwo na ulicach, mniej wypadków spowodowanych przez pijanych kierowców, lepsza estetyka miasta.

Oczywiście przeciwnicy nocnego zakazu handlu alkoholem w godzinach nocnych to właściciele sklepów, którzy obawiają się o swoje obroty, a także czują się dyskryminowani, ponieważ lokale gastronomiczne, a czasami nawet stacje benzynowe mogą w tym czasie bez problemu handlować alkoholem. Co ciekawe, w niektórych gminach nocną prohibicję wprowadza się jedynie w centrum miasta, z jasnym określeniem ulic, które obejmuje. W innych przypadkach mieszkańcy w ogóle nie kupią w nocy alkoholu w swoim mieście.

Wokół tych gminnych regulacji zawsze jest spore zamieszanie, bo z jednej strony walczą handlowcy, którzy czują się pokrzywdzeni, a z drugiej oburzeni mieszkańcy, którzy w zakazie upatrują ataku na swoją wolność. Są też i zwolennicy tych zmian, a wiele przykładów pokazuje, że do takiej nocnej prohibicji można lokalną społeczność przyzwyczaić. Przykładem może być Chorzów, gdzie, uwaga, zakaz handlu alkoholem od 23.00 do 6.00 obowiązuje już od 18 lat. Miasto wprowadziło zakaz w 2000 r. i szybko odnotowało duży spadek liczby ulicznych burd pijackich i nocnych interwencji policji. I skoro ten stan rzeczy funkcjonuje już przez tyle lat, można uznać, że nikomu to nie przeszkadza.

W gminach, gdzie władze rozważają ten pomysł, można usłyszeć argumenty, że zakaz osłabi miejski handel. Być może, ale tylko w przypadkach sklepów, bowiem lokale gastronomiczne podające alkohol powinny odnotować wyższe zyski.

Prohibicja w innych krajach europejskich

To, co dla wielu rodaków jest bolesną nowością, w innych krajach funkcjonuje od wielu lat. W Niemczech i Norwegii nocny zakaz handlu alkoholem istnieje od lat, podobnie jak w Danii, Szwecji i Wielkiej Brytanii. W tym ostatnim kraju nie można w nocy kupić alkoholu nawet na stacji benzynowej. Co może dziwić, kraje bałkańskie, które słyną z imprezowego charakteru, podeszły do sprawy bardziej restrykcyjnie i zakaz obowiązuje aż od 21.00 do 7.00. Co ciekawe, najpoważniej do nocnego handlu napojami wyskokowymi podeszli jedni z naszych wschodnich sąsiadów. Na Litwie zakaz handlu alkoholem obowiązuje od 20.00 aż do 10.00 rano.

Nocna prohibicja jest trochę jak wojna, a na wojnie zawsze są jakieś straty. W tym przypadku stracą sklepikarze, którzy największe obroty odnotowywali sprzedając alkohol w wieczorem i w nocy. Natomiast zyskiem będzie większy komfort i bezpieczeństwo mieszkańców, a potem, kto wie? Może większa kultura picia alkoholu w naszym kraju?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *